Wpisy

  • niedziela, 25 maja 2014
  • poniedziałek, 30 grudnia 2013
    • podsumowanie 2013

      No i kończy się.
      Kolejny.
      Rok.
      Jaki był?
      Chujowy, jak każdy od 1984 roku. Co było wcześniej nie wiem, nie widziałam, więc się nie wypowiadam, ale nie spodziewałabym się jakichś rewelacji. No może poza paroma bombami, które w między czasie wybuchły – ale to znam też tylko z opowieści a cholera wie czy są prawdziwe, a może to legendy. Przecież przez tyle lat usiłowano mi wmówić, że jak przez cały rok będę grzeczna to pod jego koniec  przyjdzie do mnie taki pan i da prezenty. Oczywiście to gówno prawda, czy byłam grzeczna czy nie – a częściej była jednak ta druga opcja – to prezenty zawsze były, a potem się okazało, że to i tak żaden Pan ich nie przynosi tylko… no właśnie, wszyscy wiedzą kto… a Pan okazał się grubym zboczeńcem w czerwonym kubraczku… więc cholera wie co z całej tej reszty tych opowieści dziwnych treści jest prawdą a co nie.
      Ale wracając do mijającego 2013 to pomimo, że był chujowy to zdarzyły się fajne, warte zapamiętania momenty, np. mój zdany egzamin – jakby nie było, pomógł ;)
      poza tym koncert Rammsteina – widowisko mega, audio też niczego sobie, i nawet ten deszcz zbytnio nie knocił. Drugi koncert to Bon Jovi – był moment, że chciałam zrezygnować i sprzedać bilet, ale w końcu pojechałam i nie żałuję, sentyment sentymentem, ale to było naprawdę super show ;) no i niezapomniane 120 minuty w innym świecie ;]
      Kolejny taki moment to pewna krótka ale jakże treściwa rozmowa.
      Do tego można dodać bunt na pokładzie – czyli święta poza domem – dla mnie to ma mega ogromne znaczenie, bo zakończyły się moje co (pół)roczne męki – w dosłownym tego słowa znaczeniu, nie każdy jest w stanie to zrozumieć, ale w sumie to dobrze, oby było jak najmniej tych, którzy to rozumieją.
      Urodził się mój drugi chrześniak vel. Pulpetos ;) A i Qdłatym też się rodzinka powiększyła o takiego jednego sałatożernego  jegomościa ;)
      Prawie kupiłam mieszkanie – prawie oznacza, że nadal nie mam własnego M – dach nad głową mam, ale nie taki o jaki mi chodziło, a wszystko dlatego że na pewnym stołku siedzi jakiś popierdoleniec, który stwierdził, że fakt, że jestem za młoda i że jestem singlem uniemożliwia mi kupno czterech ścian. Gdybym wiedziała kto to jest… eee… może to i lepiej, że nie wiem, lepiej oczywiście dla mnie.
      Po raz pierwszy zobaczyłam na własne oczy górzyste góry :D co prawda wyjazd nie do końca udany, ale nie ma tego złego, wiem, z kim nie jechać następnym razem. Na szczęście nie było tragicznie – wspomnienia są i 33,33% ekipy sprawiło, że mam co wspominać :D
      Coś jeszcze? Może… chociaż właściwie to nie, olać to!
      Generalnie, to zawsze śmiać mi się chciało z tych wszystkich wielkich postanowień noworocznych, ale tym razem ja sobie jedno postawię, jedno jedyne, i dzięki temu może uda mi się go trzymać i zdegradować tą cholerną wadę. Mam zamiar zmniejszyć moją naiwność do minimum, czyli zera. Bo cholernie utrudnia mi życie i wkurza niesamowicie.

      AMEN.

      A na koniec kawałek, który bardzo często mi towarzyszył w tym 2013

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „podsumowanie 2013”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pomaranczowa_kosmitka
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 grudnia 2013 20:33
  • wtorek, 11 czerwca 2013
    • coś optymistycznego

      równiutko cztery miesiące po wspaniałej wiadomości, że zdałam egzamin dotarł do mnie ten malutki ale jakże ważny papierek :D
      już niebawem dostanę go w swoje łapki, bo póki co leży u Mamy, ale jak pojadę na Mamine imieniny to przy okazji odbiorę to moje małe szczęście. a może wcale nie takie małe, bo może się okazać, że razem z nim spełnię swoje jedno z ogromniejszych marzeń :) żyję tą nadzieją i mocno ściskam kciuki, niebawem wszystko się wyjaśni a ja oczywiście mam nadzieję, że po mojej myśli :)
      za osiem dni spełni się moje kolejne marzenie, nieco mniejsze ale ważne jak każde inne, marzyłam o tym będąc nastolatką, teraz niby nieco mniej mi zależy ale jednak sentyment pozostał i jadę za tydzień zobaczyć na żywo Bon Jovi :D szkoda że nie będzie Richiego, ale i tak mam nadzieję na dobrą zabawę :)

      a równo tydzień temu o tej porze bawiłam się wyśmienicie na koncercie Rammstein :D przeżycie nie do zapomnienia :D no i kolejna pozycja na mojej liście rzeczy do zrobienia przed śmiercią została odhaczona. muszę powymyślać nowe, bo owa lista skraca się w zastraszającym tempie ;) a w sumie jeszcze trochę bym pożyła. świat jest ok, to ludzie są popsuci. ale niektórymi nie warto sobie zawracać głowy, nawet jak w pierwszej chwili robi się przykro to należy takowe osobniki zignorować i cieszyć się innymi, i od razu się lepiej robi. doświadczyłam takowego popsutego okazu i wiem, że nie ma sensu zaprzątać sobie nimi głowy i tracić czas, którego nie wiadomo ile się ma :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „coś optymistycznego”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pomaranczowa_kosmitka
      Czas publikacji:
      wtorek, 11 czerwca 2013 23:28
  • sobota, 23 marca 2013
    • byle do 26.04.

      W takich chwilach jak ta ogromnie żałuję, że nie mam wanny. takiej ogromnej, żebym się mogła w niej wyciągnąć zanurzana w gorącej odprężającej wodzie z jakimś aromatycznym olejkiem. Leżałabym tak aż by mi się skóra pomarszczyła na palcach od zbyt długiego kontaktu z wodą. Czuję, że to jest właśnie jedna z nie wielu rzeczy których w tej chwili potrzebuję. Zamiast tego mam prysznic i ledwo letnią wodę. Nie mam nic przeciwko zimie, ale z tego względu mróz mógłby już odpuścić, miałabym przynajmniej gorącą wodę.
      cały tydzień był bardzo wyczerpujący i stresujący. Niestety niemal ciągle muszę się „kłócić” z Najwyższym… męczy mnie to strasznie… poza tym kupa roboty, która dzięki pomocy moich Dziewczyn nieco zmalała i jest szansa, że jakoś się wyrobię ze wszystkimi CITami do końca marca tak, że obejdzie się bez zerówek. Lubię swoją pracę, ale w tym okresie najchętniej rzuciłabym to w diabły. Wiecznie siedzę po godzinach, nawet dzisiaj musiałam zawitać do Obozu. Jestem zmęczona, niewyspana, obolała, wzdęta i spuchnięta… ech… wanna… <bujawoblokach>
      Pociesza mnie tylko jedno, że w sierpniu jadę z moimi dwiema Dziewczynkami w górzyste góry, cieszę się jak dziecko ;) czas w końcu zrobić coś dla siebie ;)

       

      misbierze kapiel

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „byle do 26.04.”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pomaranczowa_kosmitka
      Czas publikacji:
      sobota, 23 marca 2013 22:06
  • wtorek, 26 lutego 2013
    • narwaniec

      Tak, jestem narwańcem, nerwusem czy jak tam jeszcze można podobnie mnie zwać. Delikatnie można by to określić, że mam porywczy charakter. Chociaż śmiesznie to brzmi. Możliwe a właściwie prawie pewne jest to, że mam to po starym. No cóż, genów się nie wybiera jak to kiedyś powiedziała moja siostra…  pozostaje mi mieć nadzieję, że to jedyne co po nim odziedziczyłam i czego się od niego nauczyłam…  
      Łatwo mnie wyprowadzić z równowagi, nie wiele mi trzeba, żebym się wściekła. A jak to już nastąpi, to najlepiej, żeby mi wszyscy z drogi zeszli, żebym miała czas ochłonąć i dojść do siebie. Jak już jestem wściekła to mówię wszystko co mi ślina na język przyniesie, chociaż zdaję sobie sprawę, że nie raz powinnam się najpierw w niego ugryźć, ale ta refleksja przychodzi dopiero po fakcie… Ostatnio mistrzem w wyprowadzaniu mnie z równowagi jest Najwyższy, nie ma dnia żeby mnie nie… zdenerwował… Z drugiej strony to podziwiam Najwyższego za ten spokój który okazuje, kiedy ja się wściekam, ale jeszcze z trzeciej ten jego spokój jeszcze bardziej mnie wkurza... "będzie dobrze", "spokojnie", "zrobimy", "da się" - to słowa zakazane, na dźwięk których dostaję pasji a które są chyba ulubionymi Najwyższego... A wszystko oczywiście za sprawą pieprzonego Sknerusa… Odliczam dni kiedy w końcu kliknę ostatni raz myszką lub klawiaturą w sprawie znienawidzonej spółki, a pocieszające jest to, że już jest bliżej jak dalej do tego święta :D
      Można obstawiać, czy jutro się…  zdenerwuję… :P ja obstawiam, że tak :P

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „narwaniec”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pomaranczowa_kosmitka
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 lutego 2013 20:05
  • poniedziałek, 11 lutego 2013
    • zaległości

      Po pierwsze pierwszy luty i genialny koncert Lux Perpetua. Byłam już na kilku, ale to co chłopaki pokazali w piątek to była prawdziwa moc, od pierwszego do ostatniego dźwięku, co raz lepiej się czują na scenie co widać i słychać, i oczywiście czekam na ich następny występ, chociaż wiem, że trochę poczekam ;)

      Po drugie mój sukces, z którego jestem niesamowicie dumna :D i cały czas nie mogę przestać się z niego cieszyć, to ogromny krok na przód a co najważniejsze ten sukces to klucz do furtki z napisem „lepsze jutro” :D

      Po trzecie oblewanie sukcesu i nieco spóźniony parapet. Imprezka się udała, żarcie chyba smakowało bo prawie wszystko zniknęło, pijana ruletka jest uboższa o jeden kieliszek, a co najważniejsze właściciele nie przyszli z wypowiedzeniem najmu :P na poważnie było bardzo sympatycznie i wesoło, pomimo, że wszyscy nie dotarli, jedni z siły wyższej inni z własnego wyboru. Ci ostatni a właściwie, ten ostatni zawiódł mnie mocno, ale nie będę się nad tym roztkliwiać.

      Po czwarte ten miniony weekend był dla mnie wyjątkowy, przeżyłam coś, czego jeszcze nigdy nie doświadczyłam. To było niesamowite i zostanie na długo jeśli nie na zawsze w mojej pamięci.

      A po piąte, Sęp. Film niesamowity, jak dla mnie genialny. W minioną środę dane mi było go zobaczyć i do dzisiaj jestem pod jego ogromnym wrażeniem. Świetne dialogi, genialna rola Małaszyńskiego, Żebrowski też sobie ze swoją bardzo dobrze poradził, idealnie dobrana muzyka, odpowiednio budowane napięcie i zawiłe śledztwo, temat, który poruszył ten film jest niesamowicie ciężki i trudny, finał może nie zaskakuje, ale to i tak nie zmniejsza jego wielkości. Pójdę na niego chyba jeszcze raz a na pewno się w niego zaopatrzę, jak tylko ukaże się na dvd.

      Jest jeszcze po szóste pt. „robota”. Ale ten temat najchętniej bym przemilczała… rzygam tą robotą a przede wszystkim tym burdelem jaki tam panuje. Ja rozumiem, chaos, małe zamieszanie, ale to co się teraz tam dzieje to nawet nie cyrk na kółkach. Czasami mam wrażenie, że Najwyższy po prostu przestał to ogarniać, nie wiem czy się starzeje, czy przechodzi kryzys wieku średniego czy jeszcze jakaś inna cholera go dopadła, tak naprawdę gówno mnie jego prywatne sprawy obchodzą, ale jeśli to ma jakiś związek z tym co się dzieje potem w biurze to już jest źle. Zawsze coś tam było nie tak, ale tak źle to chyba jeszcze nigdy, przynajmniej za mojej kadencji. Najgorsze jest to, że kiedyś jak wstawałam do roboty to miałam uśmiech na twarzy i robiłam to z przyjemnością, a teraz wstaję z przymusu z myślą: „o Qr.a, byle jakoś przetrwać te pieprzone osiem godzin”
      Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś los się odmieni i wrócą te czasy kiedy rano wstawałam z przyjemnością.

      I tym optymistycznym akcentem, kończę te moje nadrabianie zaległości, otwieram paczkę chipsów i zasiadam przed filmem :)

      miłego wieczora :)

      a tutaj cosik z Sępa ;]

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pomaranczowa_kosmitka
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 lutego 2013 21:22
  • czwartek, 31 stycznia 2013
    • do przodu !!!

      Wiem, że już chyba wszyscy wiedzą, ale radocha jest niesamowita i będę monotematyczna :P
      uzbierało się te 60% i zdałam !!! najważniejszy chyba egzamin w moim życiu !!! furtka do lepszego jutra otwarta :D chciałam cholernie zdać ale miałam dużo niepewności czy aby się uda, wiedziałam, że trochę tam pokręciłam, na rachunkowość w ogóle czasu mi zabrakło… stres od wczoraj był kosmiczny wręcz :P w nocy trzy razy śniło mi się to samo. Siadałam przed kompem, otwierałam stronę MF, a tam pojawiał się czerwony napis „Wyniki 2013”, a gdy w niego klikałam to… oczy mi się otwierały :P i tak trzy razy w ciągu jednej nocy. Od rana odświeżałam stronę z wynikami ale do 12 nic. W końcu o 13:30 pojawiły się, chwila napięcia i …. Zaliczony :D :D :D euforia – to jest to co mi w tamtej chwili towarzyszyło, myślałam, że przyjmę to na spokojnie, ale się nie dało :P zaczęłam śmiać się głośno i piszczeć, dziewczyny mi gratulowały a ja byłam w innym świecie z bananem na twarzy :D
      potem nawet z tym bananem na twarzy przygotowywałam dane dla Sknerusa :P coś niesamowitego :D
      dobra, już nie nudzę :P
      AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      ZZZDDDAAAAAAŁŁŁŁAAAAAMMMMM :D :D :D

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „do przodu !!!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pomaranczowa_kosmitka
      Czas publikacji:
      czwartek, 31 stycznia 2013 19:05
  • wtorek, 29 stycznia 2013
    • naładowana

      Tym razem pozytywną energią. pms się w końcu skończył i wszyscy odetchnęli z ulgą bo to w głównym stopniu chyba on był przyczyną wszystkich moich agresywnych i raptownych zachowań, chociaż jeszcze wczoraj „dałam czadu”, ale na szczęście zostało mi to wybaczone. Dzisiaj w robocie jak mnie Najwyższy lekko zdenerwował to powiedziałam tylko grzecznie co myślę na ten temat, ale już nie krzyczałam i nawet nie miałam chęci żeby kogokolwiek pobić, więc chyba jest ok. fakt faktem mam jeszcze dwie bardzo ważne decyzje do podjęcia przed sobą, ale staram się to ogarnąć na spokojnie. Gorzej ze spokojem jeśli chodzi o wyniki, które mają być ogłoszone już po jutrze… cholernie chciałabym zdać ale też cholernie się boję, że zawaliłam i nie uzbiera się 3x60 %
      nawet jak sobie mówię, że o tym nie myślę, to i tak gdzieś tam  świdruje mi to w podświadomości…
      wczoraj zaczęłam czytać książkę, która okazała się chyba mądra i może jakoś pomoże mi ułożyć tą moją pokrętną psychikę i chociaż parę rzeczy stanie się łatwiejszych, tak czy siak, popracować nad sobą nie zaszkodzi, a ta książka może się okazać bardzo pomocna.
      jakiś taki optymistyczny ten dzień od rana, nie wiem dlaczego ale nie narzekam z tego powodu, się jakoś nastroiłam pozytywnie co nie często mi się zdarza, ale kto mnie zna to wie ;]
      zobaczymy na jak długo starczy tego naładowania, w najlepszym wypadku do następnego pmsa, w najgorszym do jutra :P

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „naładowana”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pomaranczowa_kosmitka
      Czas publikacji:
      wtorek, 29 stycznia 2013 20:25
  • niedziela, 27 stycznia 2013
    • agresor

      Od paru dni włącza mi się coraz częściej. Aż sama się dziwię i chyba trochę zaczynam martwić. Może powinnam się zapisać na jakąś siłownię czy coś, w jakiś worek treningowy ponaparzać. Trochę stresów i może wszystko mi się kumuluje i potem efekt jest jaki jest. Dodatkowo coś mój pms się przeciąga…
      W piątek była akcja w robocie, w sobotę pod wieczór coś się zaczęło dziać i oberwało się koledze, który akurat się znalazł pod ręką. Potem pojechałam do CRa gdzie delikatnie rzecz ujmując nie byłam zbyt uprzejma dla co po niektórych i nie wiele brakowało żebym pobiła jedną dziewczynę, która mnie… zdenerwowała… na szczęście skończyło się na krótkiej pyskówce.
      Wszystko mnie drażni, denerwuje, często podnoszę głos, czepiam się głupot, mam ochotę nie raz komuś przyłożyć :P
      Mam nadzieję, że to tylko przejściowe i nie trzeba będzie mnie umieszczać w jakimś zakładzie zamkniętym w izolatce :P


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „agresor”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pomaranczowa_kosmitka
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 stycznia 2013 22:14
  • sobota, 12 stycznia 2013
    • zakupy

      Nie powinnam była dzisiaj wychodzić na zakupy :P no co nie przymierzyłam to dobrze leżało, masakra jakaś :P z wielkim bólem musiałam z czegoś zrezygnować i do paru sklepów już potem nie weszłam w obawie o rozdarcie wewnętrzne. Mało tego, zachorowałam na sukienkę… tak, tak, JA zachorowałam na sukienkę :P jest zajebista ale póki co ma za dużo na metce, poczekamy, może jej tam trochę zmaleje ;) od żółtka się dowiedziałam że mam „łatne noki, łatne noki” , a jakaś Pani w kolejce chciała mi przypisać trójkę rozwydrzonych dzieciaków… hmmm… czy ja wyglądam na matkę?  No, to chyba tyle jeśli chodzi o moje dzisiejsze zakupy…. A nie, jeszcze wdałam się w „rozmowę” z jedną „damą”, która to oskarżyła, nie słusznie zresztą, pewnego człowieka o ciemnym kolorycie skóry, o kradzież. Gdy sprawa się wyjaśniła „dama” odeszła naburmuszona a owy człowiek odezwał się do mnie: „kafa?” więc tylko grzecznie wyjaśniłam że nie piję tego napoju i że właściwie to się spieszę bo już jestem spóźniona. I zwiałam :P
      Następnym razem zanim wyjdę na zakupy, to się chyba ze trzy razy dobrze zastanowię :P

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „zakupy”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      pomaranczowa_kosmitka
      Czas publikacji:
      sobota, 12 stycznia 2013 14:11